Dba o to, by pomimo utrudnień na trasie pociągi jeździły w czasie jak najbardziej zbliżonym do rocznego rozkładu jazdy
„Byłem małym trybikiem w całym systemie transportowym, pełniłem swoje obowiązki, by ludzie mogli dojechać do pracy, szkoły, na wakacje” – mówi Andrzej Gottas, ekspert z Wydziału Koordynacji Konstrukcji Rozkładów Jazdy, który obchodzi w tym roku 40-lecie pracy zawodowej. W lipcu przechodzi na emeryturę i rusza w Bieszczady. Rozmawia Katarzyna Matusz.
Nie było w Pana rodzinie kolejarza, ale kolej interesowała Pana od dzieciństwa.
Bawiłem się kolejkami, interesowały mnie wszystkie pociągi, które jeździły przez Katowice. Obserwowałem lokomotywy i wagony, sprawdzałem, jakie relacje obsługiwały. Zawsze sporo podróżowałem. Kiedyś współpasażerka mnie zagadnęła: „Widzisz te łąki, te krówki?”. Odpowiedziałem: „A widzi pani tę lokomotywę?”. [śmiech]
Co Pan lubi na kolei?
Zawsze lubiłem podróżować, a ulgi przewozowe umożliwiają w miarę tanie przemieszczanie się po kraju, i nie tylko. Zwiedzałem świat, a teraz skupię się na podróżowaniu po Polsce. Moje ulubione miejsce za granicą to kraje Beneluksu, które cenię m.in. za duże węzły komunikacyjne. Zawsze znajdowałem czas, by wybrać się na dworzec, przypatrzeć się sposobom numeracji torów, wagonów. Poza tym w latach 90. XX w. w Belgii było powszechne to, co obecnie nikogo już nie dziwi, a mianowicie dworce dwupoziomowe – zachwycało mnie, że tramwaj zatrzymuje się pod peronem. Dziś mamy takie rozwiązanie przykładowo na stacji Kraków Główny, a wkrótce będzie pod Warszawą Zachodnią.
Jak wyglądała Pana zawodowa droga na kolej?
Pierwotnie myślałem o tym, żeby być maszynistą, ale wada wzroku mi to uniemożliwiła. Dlatego najpierw uczyłem się w liceum ogólnokształcącym, potem podjąłem studia wyższe na Wydziale Transportu Politechniki Śląskiej, na kierunku organizacja i technika transportu kolejowego. Rozpocząłem staż na kolei, później była służba wojskowa i praca. Zaczynałem od towarówki, przeszedłem kolejno przez stanowiska: kasjer towarowy, starszy kasjer, skoczek na odprawie pociągów, a w 1992 r., gdy po zmianach w dyrekcjach okręgowych zostały utworzone biura handlowe, przeszedłem do Biura Handlowego Pasażerskiego w Katowicach. Kiedy zaczęły się tworzyć sektory, infrastruktura się zmieniła na zakładową, trafiłem do Zakładu Przewozów Regionalnych w Gliwicach, następnie w Bielsku-Białej, po czym wróciłem do Katowic i pracowałem tam do 31 grudnia 2012 r. Potem przyszedł czas na dwuletnią pracę w Kolejach Śląskich, a od listopada 2014 r. pracuję w PKP Intercity, ciągle na tym samym stanowisku.
Jakie zmiany zaszły w kolei przez ponad 40 lat Pana pracy?
Było ich bardzo dużo. Najpierw była jedna kolej, wtedy decydujący głos miał dyrektor okręgu i wiele spraw udawało się jakoś załatwić. Jeśli coś się działo, dyrektor zwoływał naradę i podejmowano decyzje. Wraz z podziałem na spółki zaczęła się „papierologia”. Dawniej nie było konieczności uzgadniania wszystkiego z PLK czy innymi przewoźnikami, ponieważ działaliśmy w jednej strukturze.
Zanim przejdziemy do Pana stanowiska, przybliżmy nieco pracę Biura Rozkładu Jazdy.
Zajmujemy się planowaniem, które obejmuje połączenia uzgodnione z Ministerstwem Infrastruktury i pociągi komercyjne. Zawieramy umowy na wykonanie przewozów na terenie całego kraju. Ministerstwo przedstawia wytyczne, a my opracowujemy szczegóły. Na tej podstawie powstają rozkłady roczne, które są weryfikowane przez nas pod względem miejsc, gdzie prowadzone są modernizacje. I trzeba to, co zostało założone w uzgodnieniach z ministerstwem, dostosować w taki sposób, by jak najwięcej pociągów jeździło w czasie jak najbardziej zbliżonym do podanego w rozkładzie jazdy.
Na czym polega Pana praca?
Musimy dostosować roczny rozkład jazdy do warunków, jakie mamy, czyli wziąć pod uwagę zamknięcia torowe, objazdy, zastępczą komunikację autobusową itp. Obejmujemy swoją pracą całą Polskę, mamy podział regionalny, ja jestem odpowiedzialny za południowy zachód.
Co najbardziej Pana satysfakcjonuje w pracy?
To, gdy pociągi w dużym stopniu są zgodne z rozkładem jazdy i gdy odnotowujemy jak najmniej utrudnień dla pasażerów.
Czego wymaga Pana stanowisko?
Skupienia, dobrej pamięci, przewidywania, spokoju, bo niekiedy jest dość nerwowo, szczególnie jeśli mamy napięte terminy.
Dlaczego warto pracować w PKP Intercity?
Przede wszystkim to stabilny pracodawca. Przewozy pasażerskie się rozwijają, więc nie grozi nam stagnacja i bezrobocie, a jeżeli ktoś lubi podróżować, to profity są duże.
Co by Pan chciał przekazać kolegom i koleżankom?
Chciałbym podziękować za współpracę. W całej karierze na kolei trafiałem na bardzo przyjaznych i rzeczowych ludzi, zawsze mogłem liczyć na wymianę argumentów. I tego chciałbym im życzyć: żeby rozwiązywali problemy na zasadach dyskusji, a nie spierania się.