Gdy wchodzę do lokomotywy, czuję się jak w domu
Joanna Kencler-Długosz, maszynistka instruktorka, i Kamil Szczerkowski, maszynista, wpuszczają nas za nastawnik, by pokazać, jak odpowiedzialną i wymagającą pracę wykonują na co dzień. Rozmawia Katarzyna Matusz.
Jaka była Państwa droga na kolej?
Joanna Kencler-Długosz: To jest moja pierwsza praca w Polsce. Wcześniej przez 11 lat mieszkałam za granicą. Po zdobyciu licencjatu na Uniwersytecie Łódzkim, na kierunku międzynarodowe stosunki gospodarcze o specjalizacji finanse międzynarodowe, wyjechałam, by nauczyć się języka angielskiego. Najpierw w koledżu, potem z prywatnym nauczycielem. Pracowałam w biurze, w międzynarodowym środowisku, jednocześnie studiowałam na Uniwersytecie Clark. Już wtedy kolej była bliska mojemu sercu. W Londynie poznałam męża, a po narodzinach naszej córki stwierdziłam, że chcę wrócić do Polski. W czasie urlopu macierzyńskiego zdobyłam licencję maszynisty i okazało się, że PKP Intercity prowadzi nabór. W 2020 r. zaczęła się moja przygoda z koleją. Zostałam najpierw pomocnikiem maszynisty, potem maszynistą. Dużo czytałam, odwiedzałam warsztaty, zaprzyjaźniłam się z mistrzem, który stał się moim kolejowym guru. Moja mama powtarza, że najważniejsze w życiu, to spotykać dobrych ludzi na swojej drodze i ja mam to szczęście. Śmieję się, że chyba za dużo mówiłam o kolei w domu, bo po dwóch latach mój mąż także zatrudnił się w naszej Spółce i pracuje jako kierownik pociągu.
Kamil Szczerkowski: Moja przygoda z koleją zaczęła się już w dzieciństwie. Miałem makietę w skali H0 i to właśnie wtedy pojawiła się myśl, że w przyszłości chciałbym zostać kolejarzem. Z czasem dziecięca pasja przerodziła się w konkretny plan na życie. Ukończyłem technikum kolejowe otrzymałem dyplom potwierdzający kwalifikacje zawodowe w zawodzie Technik transportu kolejowego, a następnie podjąłem studia na kierunku transport w Wyższej Szkole Humanistyczno-Ekonomicznej w Łodzi. Naturalnym krokiem było dla mnie podjęcie pracy w zawodzie maszynisty.
W tym roku mija 14 lat od momentu, kiedy rozpocząłem pracę na kolei. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że była to bardzo dobra decyzja. Cenię sobie stabilność, możliwość rozwoju i codzienną odpowiedzialność, jaka wiąże się z prowadzeniem pociągów w łódzkiej sekcji PKP Intercity.
Jak się Państwu pracuje w Łodzi?
K.S.: Jako rodowity łodzianin z dużą satysfakcją realizuję swoje obowiązki zawodowe w tym mieście. Łódź to ośrodek o bogatej tradycji przemysłowej, dynamicznie rozwijający się i posiadający dogodne położenie w centrum kraju. Ma to istotne znaczenie z perspektywy działalności kolejowej oraz połączeń realizowanych przez naszą spółkę. Sekcja łódzka należy do jednych z większych w strukturze organizacyjnej zatrudnia blisko 450 pracowników. W jej skład wchodzą nie tylko maszyniści i drużyny konduktorskie, lecz także kadra zarządzająca: naczelnik, kierownik trakcji oraz pracownicy zaplecza technicznego i administracyjnego, dyspozytorzy, ustawiacze, manewrowi, rewidenci, elektrycy oraz personel biurowy. Struktura sekcji obejmuje bocznice przy stacji Łódź Kaliska wraz z zapleczem technicznym dla elektrycznych zespołów trakcyjnych Stadler, gniazdo w Kutnie, a także zespół drużyn konduktorskich funkcjonujących przy stacji Łódź Fabryczna. Kasy biletowe podlegające sekcji zlokalizowane są na terenie całego województwa łódzkiego.
J.K.D.: Pochodzę z Koluszek, pracowałam najpierw w Sekcji Warszawskiej, jednak ze względu na przebudowę Węzła Warszawskiego i wydłużony czas dojazdu do pracy przeniosłam się do Łodzi. Zadomowiłam się tu i bardzo dobrze się tu czuję. Łódzka sekcja cały czas się rozwija, pracują tu wartościowi i zaangażowani ludzie. To miejsce umożliwiło mi rozwijanie swoich kompetencji i realizowanie zawodowych celów. Gdy ukazało się ogłoszenie o pracy na stanowisko maszynisty instruktora, zdecydowałam się aplikować. Wyznaję zasadę, że każda porażka to nauka, a każdy błąd to lekcja. Wyciągam wnioski i idę dalej, nic nie jest w stanie mi podciąć skrzydeł. To była decyzja, która wiele dla mnie znaczyła. Nie była to prosta droga, ale moja praca, zaangażowanie i konsekwencja przyniosły efekt – 1 stycznia tego roku zostałam maszynistą instruktorem – pierwszą kobietą na tym stanowisku w PKP Intercity, a drugą w Polsce.
Co jest dla Państwa ważne w tej pracy?
K.S.: Każdego dnia wsiadając do kabiny, wiem, że odpowiadam za bezpieczeństwo pasażerów. To zadanie wymaga pełnego zaangażowania, koncentracji i czujności niezależnie od pogody, niezależnie od presji czasu. Każda służba to nowe wyzwanie, które trzeba podjąć z odpowiedzialnością i spokojem. Cenię sobie stabilność i satysfakcjonujące warunki pracy; wynagrodzenie, pakiety socjalne, możliwość rozwoju. Praca maszynisty to nie tylko rutyna, to służba, która odbywa się o różnych porach, także w święta i dni wolne. Praca maszynisty pozwala mi łączyć życie zawodowe z rodzinnym. Mogę odwozić moje córki do przedszkola i szkoły, albo odbierać je i spędzać południa w domu z dziećmi. Dla mnie kluczowe jest, że „nie chodzę do pracy”, tylko na służbę. I w tej służbie znajduje satysfakcję, odpowiedzialność i poczucie, że każdy dzień ma znaczenie dla mnie i dla pasażerów.
J.K.D.: Dla mnie jako maszynisty instruktora każdy dzień jest wyzwaniem, ponieważ moja przygoda na nowym stanowisku dopiero się zaczyna. Natomiast jako maszynista, który prowadzi pociąg, staram się zawsze podchodzić do sytuacji, które mnie spotykają, na chłodno, nie stresować się. Najważniejsze jest dojechać bezpiecznie, szczęśliwie i planowo do stacji docelowej. Lubię jeździć, sprawia mi to przyjemność. Co godzinę mogę doświadczyć różnych pór roku, w jednej miejscowości pada, w drugiej jest upał, w trzeciej wieje, to bardzo ciekawe, widoki są piękne. Lubię też pracę z ludźmi. Miło jest usłyszeć: „Ale super pani jechała, w ogóle nie czułem, jak się pani zatrzymywała”. Jeden z pasażerów specjalnie wydłużył sobie trasę, jechał do Konina, a wysiadł w Poznaniu, żeby mi to powiedzieć. To mnie motywuje.
Jakie cechy powinna mieć osoba, która chciałaby pracować jako maszynista instruktor?
J.K.D.: W mojej pracy znaczenie mają nie tylko umiejętności techniczne i wiedza merytoryczna, ale również dojrzałość, odpowiedzialność oraz umiejętność komunikacji i przekazywania wiedzy. Jestem osobą otwartą i sprawiedliwą. Do każdego podchodzę profesjonalnie. Zazwyczaj pracuję w stałych godzinach od 7:00 do 15:00, ale tak naprawdę mój czas pracy jest elastyczny, w zależności od potrzeb firmy.
Czego o Państwa pracy nie wiedzą pasażerowie?
K.S.: Dla wielu osób podróż pociągiem to tylko wygodny sposób dotarcia np. z stacji Łódź Widzew do stacji Warszawa Centralna. Tymczasem rzeczywistość pracy maszynisty zaczyna się znacznie wcześniej. Podróżujący z Łodzi Fabrycznej do Szczecina nie mają pojęcia, że za ich spokojną podróż odpowiada nie jeden, lecz kilku maszynistów, którzy zmieniają się na stacjach pośrednich. Nie dostrzegają też, jak skomplikowane i wieloetapowe są procedury związane z prowadzeniem pociągu. Praca maszynisty to nie tylko siedzenie. To ścisła współpraca z dyżurnymi ruchu i kierownikiem pociągu, ciągłe odczytywanie sygnałów i wskazań semaforów, rozkładu jazdy, kontrola taboru i czujna obserwacja każdego odcinka szlaku. Trzeba być gotowym na nagłe sytuacje, reagować błyskawicznie, przewidywać, analizować; często zanim ktokolwiek inny zorientuje się, że coś może pójść nie tak. Dla pasażera to tylko podróż. Dla maszynisty odpowiedzialność, precyzja i ciągła gotowość.
J.K.D.: Nie wiedzą, że musimy mieć wiedzę zarówno z zakresu przepisów kolejowych, jak i budowy taboru. Jeśli coś się stanie, muszę wiedzieć, gdzie zajrzeć, co sprawdzić. Praca maszynisty jest stresująca również dlatego, że ludzie są nieuważni na drogach i przejazdach. Nie zdają sobie sprawy, co przeżywamy w sytuacji, gdy ktoś chce zaoszczędzić dwie minuty. Nie wiedzą, że droga hamowania jest wydłużona, że nie jestem w stanie zatrzymać pociągu tak szybko, jak kierowca samochodu.
Co jest Państwa pasją, co pozwala zregenerować siły?
J.K.D.: Interesuję się folklorem, przez 10 lat tańczyłam w zespole ludowym Koluszkowianie. Lubię jeździć na nartach, pływam, gram w siatkówkę, zaczęłam się uczyć gry na gitarze. Taniec nauczył mnie dyscypliny, współpracy i konsekwencji. W zespole błąd jednej osoby ma wpływ na innych tancerzy, a to uczy odpowiedzialności. Występy sceniczne wzmocniły też moją pewność siebie.
K.S.: Moją pasją jest aktywna i społeczna działalność w środowisku kolejowym, jak również lokalnym. Zainicjowałem powstanie drużyny piłkarskiej w łódzkiej sekcji PKP Intercity, która działa pod moim kierownictwem nieprzerwanie od dziewięciu lat. Założyłem ją z myślą o integracji środowiska kolejarskiego. Członkami drużyny są nie tylko maszyniści ale również ustawiacze i manewrowi, którzy na co dzień dbają o bezpieczeństwo i sprawne funkcjonowanie transportu kolejowego. Od siedmiu lat organizujemy wspólnie z Łódzką Koleją Aglomeracyjną i Warszawską Koleją Dojazdową coroczny turniej z okazji Dnia Kolejarza. To dla nas wyjątkowy moment, okazja do sportowej rywalizacji, integracji oraz świętowania. Widząc, jak pasja i zaangażowanie jednoczą ludzi, czuję ogromną satysfakcję. Natomiast lokalnie angażuję się w życie szkoły podstawowej, do której uczęszcza moja starszej córka oraz w życie przedszkolne u młodszej. Społecznie występowałem w Młodzieżowym Domu Kultury w Aleksandrowie Łódzkim czynie udzielam się również w OSP Rąbień. Bardzo ważna jest dla mnie rodzina. Jestem wdzięczny mojej żonie, za jej cierpliwość i wsparcie, dzięki niej możemy harmonijnie łączyć obowiązki zawodowe, rozwijanie pasji i życie rodzinne. Staramy się świadomie zarządzać czasem, aby móc wspólnie spędzać chwile z dziećmi, uczestniczyć w ich codziennych radościach, a jednocześnie realizować nasze zainteresowania. Choć czasami jest ciężko (śmiech).
Jest Pan również zaangażowany w działania związane z pozyskiwaniem przyszłej kadry naszej Spółki.
K.S.: Dowiedziałem się że nasza Spółka współpracuje ze szkołami. Nawiązałem kontakt z panią Ewą Moc. Od ponad czterech lat współpracę z uczniami z Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych Nr 5 im. Króla Bolesława Chrobrego w Łódź. Uczniowie, którzy spełnili warunki i zostali stypendystami PKP Intercity mieli możliwość spotykania się ze mną po zajęciach szkolnych na stacjach Łódź Widzew i Łódź Kaliska. Były to cykliczne comiesięczne spotkania, podczas których miałem okazję zaprezentować nasze lokomotywy wraz z kabinami maszynisty, były to: EP07, EP09, Gryffiny, Stadlery, Darty. Uważam, że prowadzone przeze mnie działania przybliżają praktyczne wykorzystanie wiedzy oraz wzbogacają program stypendialny. Mam nadzieję, że uda mi się kontynuować rozpoczętą inicjatywę przy wsparciu PKP Intercity, jestem gotowy na podjęcie nowych wyzwań związanych z rozbudowaniem prowadzonych przeze mnie działań. Dzięki programowi stypendialnym młodzi ludzie mogą zdobywać doświadczenie i wiedzę już w trakcie nauki, co ułatwia im płynne wejście w życie zawodowe w PKP Intercity. Takiej możliwości w moich czasach szkolnych nie miałem.