Kierownik pociągu z Zakładu Centralnego
Anna Malec jako mała dziewczynka obserwowała pociągi ze swoim dziadkiem, mistrzem na Grochowie. Dziś jest kierowniczką pociągu i… żoną kierownika pociągu w naszej Spółce. O jej doświadczenia pyta Katarzyna Matusz.
Zainteresowanie koleją zaczęło się u Pani bardzo wcześnie…
Interesowałam się nią od dziecka i w końcu nadszedł taki moment, w którym zdecydowałam, że będę rozwijać tę pasję i spróbuję związać z nią moją drogę zawodową. Mój dziadek był kolejarzem, mistrzem, pracował na Grochowie. Po przedszkolu, a potem po szkole chodziłam z nim na stację kolejową w Legionowie i godzinami obserwowaliśmy pociągi. I tak to się zaczęło. Byłam ciekawa, co oznacza dany sygnał, semafor, dlaczego jedzie taka, a nie inna lokomotywa, dlaczego mamy składy zespolone, wagonowe. A nade wszystko zawsze czekałam na kontrolę biletów, żeby zobaczyć konduktora w mundurze ze znakownikiem w ręku. Fascynowało mnie to. Gdy byłam w liceum, sama szukałam informacji na temat kolei, spędzałam sporo czasu ze znajomymi kolejarzami z Kolei Mazowieckich.
Przyszedł moment, w którym zdecydowała się Panina pracę w tym zawodzie.
Zatrudniałam się podczas pandemii. Złożyłam CV przez stronę internetową i w niedługim czasie przyszła odpowiedź z zaproszeniem na rozmowę kwalifikacyjną. Udało się. Miałam pracować jako konduktor, ale przeszkodził mi COVID-19.Nie mogłam wykonać badań i po kilku miesiącach musiałam na nowo przystąpić do rozmowy. Interesowały mnie przewozy dalekobieżne, dlatego gdy zostałam przyjęta do PKP Intercity, byłam najszczęśliwsza na świecie. W 2020 r. zaczęłam pracę jako konduktor.
Jakie cechy są ważne w tej pracy?
Odpowiedzialność, opanowanie i umiejętność pracy z ludźmi. Tutaj każdy dzień jest inny, pojawiają się różne wyzwania, trzeba być elastycznym. Najważniejszą kompetencją jest zdolność do myślenia pięć kroków do przodu. To jest tak, że jadąc jednym pociągiem, już interesujemy się tym, co będzie się działo w powrotnym, za pięć godzin. Głowa cały czas pracuje, konduktor może się skupić na tym, co się dzieje tu i teraz, na biletach, a kierownik musi myśleć o wszystkim: o obiegach, wagonach, próbach, manewrach.
Przypomina sobie Pani jakieś szczególne przypadki na służbie?
Mam wyjątkowo spokojne służby. Jeżeli miałabym coś wspomnieć, to oczekiwanie na opóźniony o 10 godzin skład. Były wichury. Nic nie jeździło. Czekaliśmy na pociąg powrotny. Zwiedziłam wtedy każdy kąt stacji. Znam specyfikę tej pracy. Pasażerowie nie wiedzą, że nie mamy wpływu na wiele rzeczy, na usterki, pogodę, decyzje dyspozytora. Jesteśmy na pierwszej linii frontu i na nas wylewa się ich zniecierpliwienie. Rozumiem to.
Jak sobie z tym radzić?
Być opanowanym. Nigdy nie podnoszę głosu, cierpliwie tłumaczę sytuację pasażerom, a im się udziela mój spokój. Pewnego razu jechaliśmy okrężną drogą, maszynista nie znał tego szlaku i przez cztery godziny jechaliśmy z prędkością 40 km/h. Niestety, nie udało się zorganizować zastępczej komunikacji autobusowej. Mówiłam: „Proszę państwa, jesteśmy coraz bliżej celu, ja wiem, że to długo trwa, ale niema innej możliwości”. Zawsze szukam plusów. Na przykład dużo osób w pociągach nawiązuje nowe znajomości, a trudne sytuacje szczególnie sprzyjają rozmowom.
Czego pasażerowie nie wiedzą o Pani pracy?
Konduktorzy sprawdzają bilety, kierownicy pociągów piszą raporty z jazdy, pilnują każdej minuty, odbierają mnóstwo telefonów od dyspozytur i wyjaśniają różne sytuacje. Kiedy brakuje jakiegoś wagonu, musimy się zainteresować tym, czy nam go podłączą. Ludzie nie zdają sobie sprawy, jak skomplikowanym organizmem jest kolej i że rozstrzygnięcia zależą od wielu osób.
Co Pani sobie ceni w tej pracy?
Brak monotonii, każdy dzień przynosi inne wyzwania. Poza tym bardzo lubię kontakt z ludźmi. To odpowiedzialny i wymagający zawód, który daje wiele satysfakcji.
Kolej to Pani pasja.
Interesuję się koleją. Zresztą swoją pasję dzielę z mężem, także kierownikiem pociągu. Mamy całą bibliotekę historycznych instrukcji, map, atlasów, albumów. W wolnym czasie podróżujemy, szukamy drewnianej kolei, linii niezelektryfikowanych, niezmodernizowanych, a tam, gdzie jeszcze nie zostały podwyższone prędkości, lubimy wolniej pojeździć pociągami. Wieczorami korzystamy z symulatorów, by się wcielić w role dyżurnego czy maszynisty. Ja uwielbiam jeździć do Chojnic, przez które biegnie historyczna linia kolejowa Ostbahn – to jest ogromna stacja węzłowa. Zdarzało nam się razem pełnić służbę. Mogłabym pracować z moim mężem na stałe, bo rozumiemy się bez słów. I nigdy nie mamy dosyć swojego towarzystwa.
Uczy Pani na warszawskich Szczęśliwicach, w dawnej „Kolejówce”. Jakie przedmioty Pani prowadzi?
Uczę podstaw transportu kolejowego i podstaw transportu szynowego. Te przedmioty wprowadzają młodzież w świat kolei. Dostałam propozycję od Ewy Moc. Każdy, kto mnie zna, wie, że uwielbiam się dzielić wiedzą. Poza tym lubię młodzież.
Jacy są uczniowie?
Uczę cztery klasy: dwie pierwsze, jedną drugą i jedną trzecią. Niektóre osoby wybrały szkołę z przypadku, a niektóre z ogromnej pasji. Lubię ich energię, świeże spojrzenie na kolej, fascynację tematem. Nigdy nie mówię do ściany. Czasem mnie to bawi, bo mam takich uczniów, którzy się biją o miejsce w pierwszej ławce, co się rzadko zdarza. Mam sporo szóstkowych uczniów, piszą bezbłędnie sprawdziany. Ich energia mnie zaskakuje, nikt nie zasypia, po lekcjach zadają mi pytania, szukają mnie na peronie. Przywiązują się do mnie, a ja do nich. Może kiedyś będziemy razem pracować w drużynach.