Maszynista, miłośnik górskich wspinaczek
Bartosz od 10 lat jest maszynistą w Sekcji Poznań PKP Intercity. Wolny czas spędza na wspinaczce. Katarzynie Matusz opowiada o początkach swojej kariery zawodowej i o sportowej pasji.
Jak się zaczęła Twoja przygoda ze wspinaczką?
Najpierw poszedłem na kurs skałkowy organizowany przez Polski Związek Alpinizmu. Instruktor stwierdził, że bardzo dobrze mi idzie, i zaproponował, żebym zrobił kurs taternicki. Co w tym lubię? To, że wspinaczka rozwija ciało i charakter, uczy cierpliwości i zaufania do własnych możliwości.
Co Ci to daje?
Za sprawą pasji wciąż nawiązuję nowe znajomości, odkrywam wiele rejonów wspinaczkowych w całej Europie i poznaję Tatry z zupełnie innej strony. Podczas wspinaczki odpoczywam. Niektórzy muszą jechać nad morze, na wakacje all inclusive, a dla mnie wypoczynek to aktywność, w ten sposób się resetuję. Poza tym większość sezonowych wypadów w skały to namiot, przygoda, coś, czego nie mam na co dzień.
Wspinaczka to…
…wolność, poznawanie samego siebie. We wspinaniu nie ma dwóch identycznych dróg – tak samo jak na kolei nie ma dwóch identycznych przejazdów tą samą trasą. Każdego dnia coś może się zmienić, nawet jeśli cel pozostaje ten sam. Zarówno we wspinaczce, jak i na kolei często wychodzimy ze strefy komfortu – to wtedy stajemy się lepsi. W pracy maszynisty muszę być w stu procentach skupiony na tym, co tu i teraz. Podczas wspinaczki również wymagana jest pełna koncentracja, ale paradoksalnie właśnie wtedy pojawia się moment wyciszenia i refleksji – kiedy liczy się tylko ruch, oddech i kolejny chwyt.
Dlaczego wybrałeś kolej?
Mój tata pracuje w PKP Intercity, jest kierownikiem pociągu. Co prawda zawsze mówiłem, że nie będę pracował na kolei, bo w moim rodzinnym domu ciągle się ten temat przewijał, kiedy jednak w 2010 r. Koleje Wielkopolskie otwierały swoją działalność, a rozwijał ją mój znajomy, to wraz z kolegą postanowiłem się tam zahaczyć. To był czas, w którym umowa o pracę była czymś fantastycznym, a oferowane przez spółkę warunki nie były złe. Rozpocząłem więc pracę jako konduktor. Po trzech miesiącach zwolniło się stanowisko dyspozytora drużyn trakcyjnych i konduktorskich i objąłem je na kolejny kwartał. Z kolei gdy się dowiedziałem o wakacie w zakładowej dyspozyturze głównej, postanowiłem tam przejść. W końcu w 2015 r. stwierdziłem, że chcę zostać maszynistą, i poprosiłem o zgodę na odbycie kursu weekendowego, za który sam chciałem zapłacić. Usłyszałem wtedy, że nie ma takiej możliwości, więc zdecydowałem się odejść z pracy. Chwilę wcześniej były rekrutacje do PKP Intercity, gdzie się załapałem. Zostałem przyjęty na trzymiesięczny kurs, po którym mnie zatrudniono. I tak zostałem maszynistą stażystą w PKP Intercity.
Mija dekada od tego momentu. Co jest wyzwaniem w pracy na tym stanowisku?
To, że trzeba być cały czas skupionym. I fakt, że nie jest to praca od siódmej do piętnastej. Często nie ma mnie w domu przez cały dzień, a zdarzają się tygodnie, w których co drugie popołudnie mnie nie ma, nie wspominając o weekendach, wakacjach czy o świętach.
Co lubisz w byciu maszynistą?
W Sekcji Poznań mam uprawnienia na praktycznie wszystkie pojazdy i na większość szlaków, którymi można tutaj podróżować. Uwielbiam w tej pracy to, że dziś jadę do Gdyni, jutro do Warszawy, Frankfurtu, poznaję nowych ludzi, mam okazję porozmawiać z niemieckimi maszynistami. Żeby wykonywać ten zawód, trzeba go polubić, ponieważ – tak jak już wspomniałem – wymaga on wielu wyrzeczeń. I nie zrekompensują tego żadne pieniądze. Jeżeli ktoś nie ma rodziny, to może sobie ciekawie zaplanować czas, pozwiedzać wiele miejsc. W innym wypadku trzeba być elastycznym, a druga strona też musi to akceptować.
Czego pasażerowie nie wiedzą o Twojej pracy?
Większość ludzi nie wie nawet, jak wygląda kabina i że ja w niej jestem. [śmiech] Podróżni nie mają świadomości, jak się steruje tego typu pojazdem, że to nie jest samochód, tylko maszyna o znacznie większej masie, że wszelkie manewry wymagają czasu, a ewentualne opóźnienie nie jest czyimś widzimisię. Na trasie zawsze może się coś stać, a to nie jest droga, na której możemy po prostu wybrać inny wariant. Na kolei wszystko ma swój czas i swoje miejsce, a dużo zależy od pogody, która przy dłuższych trasach często się zmienia. Zimą może padać śnieg, deszcz, a może też świecić słońce i my jako pracownicy musimy to, co robimy, dostosować do konkretnych warunków atmosferycznych. Sami również chcemy wrócić do domu albo mieć dłuższą przerwę, staramy się więc jak możemy, żeby nie było opóźnienia, ale nie na wszystko mamy wpływ. Warunki interesują mnie, maszynistę, ale pasażera już nie.
Na co powinien być przygotowany młody człowiek, który chce zostać maszynistą?
Myślę, że młodzi miłośnicy kolei patrzą na pociąg jak na dużą zabawkę. I coś w tym jest, bo sterowanie taką maszyną naprawdę przynosi frajdę. Trzeba jednak pamiętać, że są zasady, których musimy się trzymać. Tutaj nie ma miejsca na pomyłkę. Na kolei jedna zła decyzja może być katastrofalna w skutkach. Jeśli więc ktoś chciałby się podjąć tej pracy, musi być gotowy na przyjęcie dużej odpowiedzialności. Ważna jest też kwestia grafiku, bo nie wszystko dopasujemy do stylu życia młodych osób. Na pewno nieraz się zdarzy, że gdy nasi znajomi będą w piątek wychodzić na imprezę, my będziemy wtedy odbywać służbę. Uważam, że praca na kolei daje bardzo dobry start i uczy życia, dyscypliny. Ja np. kiedy mam wyjść do pracy na drugą w nocy, dzień wcześniej wstaję o czwartej, idę biegać, robię trening na ściance i koło trzynastej jestem na tyle zmęczony, że – o ile moja córka mi na to pozwala – kładę się spać i przesypiam większość popołudnia. Dzięki temu w nocy jestem w pełni gotowy do pracy.