Szanowny użytkowniku,
informujemy, że nasza strona nie jest obsługiwana przez starsze typy przeglądarek internetowych. Rekomendujemy skorzystanie z:

  • Chrome w wersji 60 lub nowszej
  • Firefox w wersji 60
  • iOS w wersji 12
  • Safari w wersji 12
  • Microsoft Edge

Maszynistka z Zakładu Centralnego

Aktualizacja: 2026-07-03, 08:30 (2)
Opublikowano: 2026-07-03, 08:26

Aleksandra Chałuś pasję do zawodu miała we krwi. Jej tata przez 40 lat był maszynistą, jedna z cioć naszej bohaterki pracowała jako dyżurna ruchu, a druga była kasjerką. Sama Aleksandra jest nie tylko maszynistką, lecz także nauczycielką i… pszczelarką. Rozmawia Katarzyna Matusz.

Od czego się zaczęło?

Pochodzę z rodziny związanej z koleją – jedna ciocia była dyżurną ruchu, druga sprzedawała bilety, a mój tato jeździł. Ja po ukończeniu studiów inżynierskich w SGGW kilkakrotnie zmieniałam pracę, nie mogłam znaleźć swojego miejsca. Nic nie dawało mi takiej satysfakcji, jaką mam teraz z pracy. Podczas urlopu macierzyńskiego znalazłam ogłoszenie o kursie na licencję maszynisty. I tak pracuję w naszej Spółce od siedmiu lat. Przez dwa lata byłam pomocnikiem maszynisty, a od ponad czterech lat jeżdżę jako maszynista.

Postrzeganie pracy maszynisty zmieniało się przez lata.

Tak. Gdy jako dziecko jeździłam z tatą, był to zawód typowo męski. Nikt nie myślał o tym, że kobiety będą prowadziły pociągi, i nigdy nie sądziłam, że będę jedną z nich. Ale tak się wszystko potoczyło, że odkryłam w sobie pasję do pociągów i… jestem. W tym zawodzie cały czas się roz­wijam. Co rusz pojawiają się nowinki techniczne, z którymi muszę być na bieżąco, nowe elektrowozy, oprogramowanie itp.

Co w Pani pracy jest najbardziej satysfakcjonujące?

To, że nie ma monotonii. Dziś mogę być w Krakowie, jutro w Poznaniu, a pojutrze w Gdyni. Do tego mam poczucie, że robię coś wartościowego: bezpiecznie dowożę pasażerów do celu.

Co jest w tym zawodzie ważne?

Odporność na stres, zmęczenie, presję czasu. Gdy wystąpi jakaś usterka, musimy jak najszybciej ją zlokalizować i ocenić, czy jesteśmy w stanie ją naprawić, czy jedziemy dalej, czy nie. Ważne są też odpowiedzialność, dobra pamięć, organi­zacja pracy i podzielność uwagi. Musimy się koncentrować na wielu aspektach naraz. W tym samym czasie jesteśmy w kontakcie z dyżurnym ruchu i pilnujemy rozkładu jazdy. To nie jest praca dla każdego.

Czego pasażerowie nie wiedzą o Pani pracy?

Nie wiedzą wielu rzeczy. Nie mają pojęcia, że aby mogli doje­chać bezpiecznie do celu, maszynista, który przygotowuje pociąg do trasy, musi być w pracy minimum dwie godziny przed odjazdem. Sprawdza systemy bezpieczeństwa, stan lokomotywy, wykonuje manewry, próby hamulca, przygoto­wuje dokumentację, wypisuje książki pokładowe. Rewident przygotowuje mu karty próby hamulca, a on te parametry jeszcze sprawdza z rozkładem.

Kolejna sprawa to wiedza na temat budowy lokomotywy, którą obsługujemy na danej trasie. Do tego dochodzi znajomość szlaku, przepisów ruchu kolejowego, które są zupełnie inne niż przepisy ruchu drogowego. Można odnieść wrażenie, że ta praca jest skomplikowana, ale z czasem odkrywa się, że przede wszystkim jest bardzo ciekawa i daje dużo satysfakcji.

Czy jest jakaś sytuacja zawodowa, która zapisała się w Pani pamięci?

Jest wiele takich sytuacji, ale szczególnie zapamiętałam ostatnie powodzie na Śląsku. Prowadziliśmy pociąg „Orzeszkowa”. Za Opolem już zalewało mosty. Mój pociąg był jednym z ostatnich, które zdążyły pojechać i wrócić. Gdy przejeżdżałam przez most, jego połowa była już zalana. Drogowcy wyposa­żeni w koparkę torowali mi drogę, żebym mogła bezpiecznie dowieźć pasażerów.

Po pracy idzie Pani do szkoły, by uczyć młodych. Dlaczego?

Trochę z przypadku. W zeszłym roku z ramienia PKP Intercity zostałam zaproszona do Technikum nr 7 w Warszawie na Targi Pracy i Praktyk Zawodowych, gdzie opowiadałam o pracy maszynisty. Tam poznałam Ewę Moc, wspaniałą specjalistkę, której bardzo zależy na rozwoju młodych ludzi. To ona mi powiedziała, że w szkole potrzebni są nauczyciele przedmiotów zawodowych. Podczas targów spotkałam wielu młodych ludzi zainteresowanych pracą na kolei. Ich wiedza i otwartość pozytywnie mnie zaskoczyły. Pomyślałam, że może warto spróbować sił w przekazywaniu wiedzy. Zauważyłam, że z czasem ludzie, którzy nie znali jeszcze specyfiki tej branży, połykają kolejowego bakcyla.

Czego Pani uczy?

Aktualnie trzech przedmiotów. W ramach praktycznego przygotowania do zawodu maszynisty tłumaczę techniki hamowania, uczę prawa kolejowego, przepisów ruchu, obsługi lokomotyw – na ile jest to możliwe w teorii. Prowadzę też lekcje obsługi urządzeń sterowania ruchem kolejowym, kom­petencji dyżurnego sterowania ruchem. Uczę także przed­miotu sieć trakcyjna. Wszystkie są ze sobą związane.

Za co ceni Pani swoich uczniów?

Za otwartość i odwagę w rozwijaniu pasji. W moich klasach jest bardzo dużo zdeterminowanych osób, które chcą praco­wać na kolei. Myślę, że uczniowie, którzy wybierają techni­kum, często mają wyżej postawioną poprzeczkę niż licealiści. Oprócz wiedzy ogólnej, którą muszą zdobyć, by zdać maturę, mają do przyswojenia ogrom materiału niezbędny do zdania egzaminu technicznego. To nie jest proste. Moi uczniowie się jednak nie poddają. Choć instrukcje są wciąż aktualizowane, oni się nie buntują. Dzięki współpracy między nauczycielami i pracy z uczniami mamy w tym roku trzech finalistów turnieju Stacja Wiedza organizowanego przez BCU w Skarżysku-Kamiennej.

Jak się Pani relaksuje po pracy?

Moją pasją jest pszczelarstwo. Dla oderwania się od zawodowych obowiązków prowadzę pasiekę. Skończyłam zootech­nikę w SGGW i to tam zainteresowałam się pszczołami. Swoją pasją zaraziłam nawet mojego tatę. Ta praca uczy cierpliwości, spokoju, systematyczności i opanowania. Jeśli zrobię coś za szybko, pszczoły stają się agresywne, zaraz atakują. Nauczyłam się przy nich, że wszystko ma swój czas. Uwiel­biam kontakt z naturą, zwierzęta, lubię spacery z rodziną i wycieczki rowerowe, a jeśli mam czas, czytam książki histo­ryczne, literaturę faktu.