Mistrz z Zakopanego
Od początku pracy w PKP, czyli podczas 40-letniej służby wagonowej, przeszedł przez wszystkie działy. Był elektrykiem, rzemieślnikiem, rewidentem, instruktorem, a obecnie jest mistrzem na Spyrkówce. Z Janem Pranicą rozmawia Katarzyna Matusz.
Jak się zaczęła Pana kariera na kolei?
Po technikum elektrycznym poszedłem na Akademię Rolniczą. Wybrałem mechanizację rolnictwa, ale nie odnalazłem się na studiach. W końcu stwierdziłem, że to nie dla mnie, i zacząłem szukać pracy. Na kolej miałem niedaleko, zaledwie 100 m, i tak zatrudniłem się w Chabówce jako elektro-monter, później pracowałem w Skansenie Taboru Kolejowego w Chabówce, a następnie w Przewozach Regionalnych w Zakopanem. Ostatnie 25 lat pracy zawodowej spędziłem w PKP Intercity.
Jakie są Pana najważniejsze zawodowe wspomnienia?
Mam dużo ciekawych wspomnień z pracy na kolei. Przede wszystkim związanych ze skansenem, gdzie odnawialiśmy stare wagony. Pamiętam pierwszy przejazd Pendolino do Zakopanego, nocą, 10 lat temu, kiedy jeszcze sieć była słaba. Teraz wszystko działa sprawniej, przewody są nowe, a od grudnia Pendolino „śmiga” do Zakopanego. Mamy nowy tabor, eleganckie wagony COMBO, które są dużym ułatwieniem w przewozie osób z niepełnosprawnościami.
Na czym polega Pana praca?
Gdy skład przyjedzie na stację końcową, jest sprowadzany na Spyrkówkę. Tutaj robimy wszystko, żeby wyjechał w jak najlepszym stanie. Czysty, w zimie ogrzany, w lecie klimatyzowany, dbamy, by usterki zostały usunięte. Skład ma wyjechać na stację w takim stanie, aby pasażerowie nie mieli powodów do narzekań. Naszą wieloosobową brygadę tworzą elektromonterzy, rzemieślnicy, odbiorcy czystości. Pilnujemy, by wszystko robili jak najlepiej.
Ile osób tu pracuje?
Firma czyszcząca to oddzielna spółka Wars, ma swoich pracowników. Nas jest 18-20 osób, cały czas też rekrutujemy, szkolimy pracowników. W tym momencie np. potrzebujemy rewidenta. Zostać nim może ktoś, kto przynajmniej przez rok pracował na kolei w zawodzie rzemieślnika, później szkolił się przez pół roku, odbył kurs, po którym dopiero jest przygotowany do tej pracy. Do tej pory takie przygotowanie trwało półtora roku, obecnie jest trochę krótsze. Są pewne obostrzenia. Zasób wiedzy do przyswojenia – ogromny. Jest paru młodych ludzi, którzy się szkolą, są również kolejni kandydaci. Mamy dwóch elektromonterów, a przydałoby się ich więcej. Wielu ludzi już wyszkoliliśmy. Mam dużą satysfakcję, kiedy jadę do Krakowa i widzę, że ci młodzi pracują teraz jako mistrzowie, rewidenci, pną się po szczeblach kariery. To cieszy. Co by Pan powiedział młodym ludziom, którzy zastanawiają się nad pracą na kolei? Zachęcałbym, żeby przyszli. Wielu młodych pracuje w prywatnych firmach budowlanych po 10-12 godzin dziennie i zarabia mniej niż my na kolei. Dużo osób zachęcałem: „Zostawcie budowlankę, w której nie ma pracy zimą. Idźcie na dyżurnego, rzemieślnika… Dobre zarobki, dodatki socjalne, urlopy, bony na święta, premie, wszystko wypłacane na bieżąco”. Przychodzisz do pracy, jeden dzień pracujesz, drugi masz wolny. Możesz wychowywać dzieci, rozwijać pasje i zainteresowania. Nie trzeba codziennie rano wcześnie wstawać. A jeśli jeszcze wpadną jakieś nadgodziny, to już nikt nie narzeka.
Jak się Pan relaksuje, co jest Pana pasją?
Sport, muzyka, granie i śpiewanie w zespołach góralskich. Kiedyś było jeszcze chodzenie po górach, ale zamieniłem je na pływanie, by zmniejszyć ryzyko kontuzji. Poza tym dobrze tańczę. A jednak nie mieliśmy z żoną okazji, by wspólnie się bawić w sylwestrowe noce, bo w Zakopanem odbywały się słynne „Sylwestry marzeń”. Muszę podkreślić, że żona akceptowała moją pracę, przyzwyczaiła się. Początkowo mówiła: „Kiedy ja mam wolne, to ty idziesz do pracy”. Odpowiadałem, że ludzie przyjeżdżają, gdy ona ma wolne, bo korzystają z długich weekendów, wakacji, ze świąt, i wtedy muszę pracować. Pociągów jest więcej, są dłuższe. Kiedy we wrześniu szczyt przewozowy się kończy, staramy się dokądś wyjechać, odpocząć. Żona dba o to, żebyśmy jeździli wszyscy razem, z dziećmi. W tamtym roku córka musiała zostać na uczelni i nie mogła z nami pojechać, więc żona wykupiła jej bilet na kolejny dzień. Bez niej źle byśmy się czuli.
Jaka jest najważniejsza myśl, którą chciałby się Pan podzielić?
Najważniejsza to taka, by wszystko bezpiecznie jeździło. A żeby tak było, trzeba bardzo pilnować i starać się wykonywać swoją pracę dokładnie, bez pośpiechu. Trzeba się wyciszyć, nie odbierać telefonów, e-maili. Wszystko sprawdzić, przejść dokładnie, żeby skład nie zepsuł się po drodze i szczęśliwie dojechał do końca swojej trasy. Pamiętajmy, że pociągi jeżdżą teraz coraz szybciej, nawet z prędkością 250 km/h, dlatego muszą być sprawne i odporne na niespodziewane warunki. Chciałbym też pozdrowić wszystkich kolejarzy, żonę i dzieci. Życzę Wam zdrowia.