Niezawodny naczelnik sekcji Katowice Zawodzie
Poszedł w ślady dziadka, na kolei pracowała również jego ciocia. Od zawsze interesował się elektroniką, lubi też majsterkować, a jego umiejętności uratowały kiedyś Pendolino. Z Grzegorzem Borysem rozmawia Katarzyna Matusz.
Kiedy i jak się zaczęła Pana przygoda z koleją?
W 1979 r. podjąłem naukę w szkole przyzakładowej Lokomotywowni Pozaklasowej w Katowicach, a następnie kontynuowałem edukację w Technikum Mechanicznym w klasie o profilu budowa maszyn. W wieku 21 lat objąłem stanowisko mistrza w Oddziale Napraw Lokomotyw – był to czas intensywnych zmian, związanych z przechodzeniem z trakcji spalinowej na elektryczną. W kolejnych latach, w wyniku restrukturyzacji, lokomotywownię włączono do Zakładu Taboru w Katowicach, a następnie do struktur PKP CARGO. W tym czasie kierowałem częścią projektu związanego z montażem systemu LSII na lokomotywach serii EU07, umożliwiającego ich eksploatację w kolejach czeskich.
W 2004 r. musiał się Pan zmierzyć z nowym wyzwaniem.
Miałem za zadanie stworzyć zespół i zaplecze techniczne do realizacji napraw lokomotyw serii EU07 na poziomie P4 w systemie gospodarczym. Wraz z grupą pasjonatów rozpoczęliśmy budowę infrastruktury w wydzielonej części hali. Pomimo licznych trudności związanych z pozyskiwaniem narzędzi i materiałów dzięki determinacji zespołu udało się zakończyć pierwszą naprawę lokomotywy EU07-516, która w barwach PKP CARGO została uwieczniona na zdjęciu w firmowym kalendarzu na 2006 r. Naprawy na poziomie P4 były realizowane do 2008 r., kiedy wraz z całą załogą przeszedłem do PKP Intercity S.A., Zakładu Południowego w Krakowie. W nowej strukturze zajmowaliśmy się wyłącznie naprawami i przeglądami lokomotyw serii EU/EP07.
Najtrudniejszy okazał się 2010 r.
Wtedy zapadła decyzja o likwidacji lokomotywowni. Część pracowników skorzystała z programu dobrowolnych odejść, inni – w tym ja – rozpoczęli poszukiwania nowego miejsca pracy. Ze względu na bliskość czeskiej granicy rozważałem zatrudnienie w Bohuminie, gdzie wcześniej byłem z lokomotywami na odbiory systemu LSII. Jednak pod koniec 2010 r. dyrekcja Zakładu Południowego zaproponowała pozostałym pracownikom przejście do Sekcji Eksploatacji i Napraw Wagonów w Katowicach. Zdecydowałem się zostać z zespołem.
I wkrótce przyszedł awans.
W styczniu 2011 r. powierzono mi stanowisko naczelnika Sekcji, a w czerwcu – po wygranym konkursie – objąłem tę funkcję oficjalnie. Początki były trudne: rozpocząłem studia na kierunku zarządzanie na Uniwersytecie Ekonomicznym w Katowicach, integrowałem pracowników z dwóch lokalizacji i uczyłem się obsługi nowego typu taboru. Dzięki zaangażowaniu zespołu udało się stworzyć spójną i efektywną strukturę. W 2014 r. z naszej Sekcji wyruszył jeden z pierwszych składów Pendolino.
Jak to wyglądało?
Po składzie chodziliśmy w workach na butach. Ekipa, która sprzątała, też zakładała woreczki lub przemieszczała się w samych skarpetkach. Nie było zdalnego wgrywania danych. Pojechaliśmy więc na szkolenie do Warszawy, by się tego nauczyć, dostaliśmy laptop do obsługi i męczyliśmy się z tym wgrywaniem. Proces trwał pół godziny, po czym występował błąd i trzeba było zaczynać na nowo. Tor, z którego wyjeżdżało Pendolino, przeszedł remont, ponieważ musiał spełniać określone warunki, wymieniano podkłady. Chodziło o to, żeby pociąg się na nim nie wykoleił. Remont wykonywali również pracownicy z krajów azjatyckich, towarzyszył temu duży stres, ale wszystko zrobili jak należy.
Pan miał do czynienia z tym nowoczesnym pociągiem dużo wcześniej.
Tak, Pendolino po raz pierwszy zobaczyłem w latach 90., kiedy przyjechało na prezentację do Katowic. Zapamiętałem ten dzień, bo nie wszystko od razu się udało. Zespół, który obsługiwał pociąg, żeby mieć zasilanie, wspomagał się agregatem prądotwórczym. Agregat się zepsuł i osoba, która za niego odpowiadała, załamana powtarzała: „Pendolino kaput”. Ja pracowałem wtedy w lokomotywowni, byłem mistrzem. Ściągnięto też kierownika. Zorientowaliśmy się, że silnik jest podobny do tych, które znaliśmy. Odpalał się i gasł, prawdopodobnie nie dochodziło paliwo. Obsługa, odkręcając filtr w złą stronę, przekręciła śrubę, zerwała gwint. Wyglądało na to, że to koniec. Ale ponieważ lubię majsterkować i potrafię obsługiwać tokarkę, wytoczyłem tę śrubę. Nagwintowaliśmy ją i zakręciliśmy, jednak cewka nadal nie dostawała zasilania. Na szczęście kiedy oglądaliśmy schemat, zauważyliśmy zwarty styk, który powinien być rozwarty. Okazało się, że się skleił, wystarczyło go przeczyścić i prąd popłynął.
Rok temu stanęliście przed kolejnym trudnym zadaniem.
Rozpoczęto przebudowę linii E65 i przyległej infrastruktury – projekt objął również bocznicę Sekcji Realizacji Przewozów i Napraw w Katowicach. Pomimo licznych utrudnień nieustannie się rozwijamy. W ubiegłym roku rozpoczęliśmy realizację przeglądów klimatyzacji wagonów w systemie gospodarczym, a w bieżącym – przeglądów wagonów na poziomie P3. Ukończenie przebudowy linii E65 zwiększy jej przepustowość nawet o 100 proc., a nasza bocznica – położona w sercu Śląska – zostanie bezpośrednio połączona z tą linią.
Co jest w tej sytuacji największym wyzwaniem?
Na pewno to, że odjeżdża mniej pociągów, a pracownikom trzeba znaleźć zajęcie. Rozpoczęliśmy naprawy P3, jak już wspomniałem, wykonujemy też przeglądy systemów klimatyzacji. Teraz infrastruktura jest mniej dostępna, w wyniku prac budowlanych cała okolica jest rozkopywana, a my „walczymy” z PKP PLK i wykonawcą robót, żeby nas nie zamknęli. Teraz jest tu jak na poligonie.
Co ceni Pan w swojej pracy?
To, że przychodzę do niej i nie wiem, co mnie czeka. Żonie tłumaczę, że to jest jak wyprawa w kosmos – nigdy nie wiadomo, co się zdarzy. Mogę sobie zapisać, zaplanować, co będę robił, a dzień i tak przynosi inne zadania i trzeba je wykonać. Mam przyjemność pracować z zespołem, który nie boi się wyzwań i świadomie korzysta z otwierających się przed nim możliwości. Aktualnie zarządzam pracą 133 osób, licząc z Bielskiem-Białą.
Z czego jest Pan dumny?
Cieszę się, że udało mi się zintegrować ludzi, którzy przyszli tu w 2011 r. – z Przewozów Regionalnych i z zewnątrz. Wprowadziłem swój styl zarządzania, zawsze mam otwarte drzwi, chyba że rozmowa jest poufna. Pracownicy przychodzą, a ja staram się znaleźć dla nich czas. W czasie przebudowy jest wiele trudności, chcę, żeby wiedzieli, jak to wygląda.
Co przed Panem?
Moja zawodowa podróż z koleją powoli dobiega końca – stacja „emerytura” już na horyzoncie. Mam jednak nadzieję, że zanim to nastąpi, rozpocznie się zaplanowana na 2028 r. przebudowa zaplecza bocznicy Sekcji Realizacji Przewozów i Napraw w Katowicach, należącej do PKP Intercity Zakładu Południowego w Krakowie.