Poprzeczka jest wysoko, a mój zespół jej dosięga
Agata Terlecka pracuje na kolei od dziewięciu lat. Karierę zaczynała na stanowisku kasjera, potem przeszła do administracji, ma też za sobą kilkumiesięczny epizod jako kierownik zespołu drużyn. Obecnie jest naczelnikiem sekcji i zarządza pracą czterech różnych zespołów – łącznie to ok. 160 osób. Rozmawia Katarzyna Matusz.
Dlaczego wybrała Pani kolej?
Dzięki mojemu tacie, który jest kierownikiem pociągu. To on mnie namówił na pracę na kolei. Tak się złożyło, że teraz jestem jego szefową. [śmiech] Miałam niecałe 23 lata, kiedy poszłam na kurs kasjera, po czym ponad 3 lata przepracowałam w kasie biletowej w Przemyślu Głównym. Następnie pracowałam na stanowisku specjalisty, na którym zajmowałam się prowadzeniem postępowań wyjaśniających, sprawami socjalnymi pracowników, naliczaniem składowych wypłaty. W związku z awansem pani naczelnik otrzymałam możliwość zdobycia kolejnego doświadczenia – na stanowisku kierownika zespołu drużyn konduktorskich. Jednak nie trwało to długo i od ponad dwóch lat spełniam się w roli naczelnika sekcji.
Tata wprowadził Panią w pracę przy kasach?
Tak, w młodości nie do końca wiedziałam, co chcę w życiu robić. Nie najlepiej też się orientowałam, jak wygląda praca kasjerki. Osoba z zewnątrz widziała po prostu okienko i panią, która robi „klik, klik” i sprzedaje bilety. Okazało się, że potrzeba do tego ogromu wiedzy dotyczącej przepisów czy taryf. Pasażerowie mają różne potrzeby i nie każda obsługa trwa pół minuty. Jest łatwiej, gdy ktoś ma bilety na krótki dystans. Jeśli jednak zaczyna się sezon i np. osoby podróżujące w grupie chcą siedzieć razem albo przychodzi mnóstwo jadących do sanatoriów starszych osób, które najczęściej nie wiedzą, gdzie się znajduje dana miejscowość, to jest wyzwanie. Praca w kasie oznacza również sporo zadań związanych z wypełnianiem dokumentów – co oczywiście się zmienia, pojawia się bowiem coraz więcej ułatwień.
Czym się różni Pani obecne stanowisko od poprzedniego?
Nigdy nie wiadomo, co przyniesie dzień. Raz jest spokojnie, innym razem mam mnóstwo spraw do załatwienia. Na pewno obecna praca wiąże się z większą odpowiedzialnością. Nowością dla mnie jest monitorowanie pracy wykonywanej przez podległych pracowników. Różnicę widzę także w wielozadaniowości i różnorodności. Mam świetny zespół, atmosfera jest przyjazna, co pozytywnie napędza do działania. W pracy pojawiam się w pełni zmotywowana i z uśmiechem na twarzy.
Jak się Pani relaksuje?
Jestem aktywna, moją pasją jest przede wszystkim sport, aktywność i zdrowy styl życia – od siłowni, przez bieganie, rower, saunę, morsowanie, po snowboard zimą. Miałam krótki epizod z jazdą konną, niestety z przyczyn czasowych i zdrowotnych musiałam zrezygnować z tej aktywności, ale na pewno kiedyś do tego wrócę. W planach mam nurkowanie z butlą i zdobycie patentu sternika.
Co Pani lubi w swojej pracy?
Jestem osobą, która lubi działać i mieć realny wpływ na to, co się dzieje wokół, a moje stanowisko daje takie możliwości. Odpowiadam za to, jak wygląda nasza sekcja i czy pracownicy czują się w niej dobrze. Wykorzystuję również moją zadaniowość, gdy rozwiązuję kolejne sprawy i problemy pracowników. Jestem tutaj dla mojego zespołu; wszyscy, którzy go tworzą, wiedzą, że mogą na mnie liczyć.
Co wyróżnia Pani sekcję?
Jest najlepsza! Wyróżniają ją przede wszystkim ludzie. Mój zespół uważam za mocno zaangażowany, zżyty. Pracownicy nie boją się wyzwań, praca jest dla nich ważna. Nasza sekcja znajduje się w strefie przygranicznej, co wiąże się z pracą ze szczególnym typem klientów. Sytuacja u wschodniego sąsiada ciągle jest niespokojna. Od momentu wprowadzenia nowego rozkładu jazdy liczba pociągów przyjeżdzających zza wschodniej granicy prawdopodobnie ma się powiększyć o cztery pary, w związku z tym zakładamy, że pracy będzie jeszcze więcej.
Dokąd chce Pani doprowadzić tę sekcję?
Moje cele to przede wszystkim wypracowanie optymalnej współpracy i podniesienie poziomu komunikacji. Chciałabym kiedyś usłyszeć, że nasza sekcja jest najlepsza w Spółce – choć poprzeczka jest zawieszona wysoko. W ubiegłym roku w badaniu tajemniczego klienta, które dotyczyło kas, udało się i byliśmy najlepsi – osiągnęliśmy wynik na poziomie 99 proc. W drużynach wyniki też prezentują się dobrze. Z pewnością będziemy dążyć do tego, aby utrzymać tak świetny rezultat, a drużyny osiągnęły poziom kas biletowych. Oczywiście nie tylko obsługa klienta jest ważna. Liczę również na to, że staniemy na wysokości zadania i nasze pociągi będą wyjeżdżały zawsze punktualnie.
Od lutego br. na terenie dworca jest punkt rzeczy znalezionych.
Tak, został utworzony z powodu coraz większej liczby pozostawianych bagaży. Drugą przyczyną była troska o załogę. Siedziba sekcji jest na drugim piętrze w budynku i pracownicy wnosili pozostawione rzeczy krętymi schodami. Punkt rzeczy znalezionych utworzyliśmy w holu dworca głównego, co ułatwiło proces przekazywania i zwracania znalezionych rzeczy.
Co najdziwniejszego Państwo znaleźli?
Mysz! Nieświadoma niczego pani kierownik pociągu znalazła pozostawioną kurtkę i laskę, które zaniosła do punktu. Podczas sprawdzania zawartości kurtki niespodziewanie wyskoczyła z niej mysz. Pani obsługująca punkt zadzwoniła do mnie spanikowana i poinformowała o sytuacji. Zaczęłam więc szukać schroniska. W Przemyślu działa Fundacja ADA, która prowadzi m.in. wioskę dla psów, ale także pomaga dzikim i nietypowym zwierzętom – naszą myszkę również przyjęła. Fundacja ADA jest aktywna w mediach społecznościowych, powstał więc filmik, który miał pomóc w znalezieniu właściciela zguby.
Wiem, że nie była Pani naczelnikiem, gdy wybuchła wojna w Ukrainie, ale co widziała Pani ze swojej perspektywy tu, na miejscu?
Sztab kryzysowy działał 24 godziny na dobę, rzesze ludzi, obciążeni pracą kasjerzy, drużyny delegowane do sprzedaży biletów, pomagali też kontrolerzy. Wypisywaliśmy bilety ręcznie, bo kasy nie nadążały. Mieliśmy podwójną obsadę informatorów mobilnych. Przyjeżdżali także koledzy i koleżanki z Warszawy i z Krakowa, by jako wolontariusze pomagać w kierowaniu pasażerów do pociągów. Dworzec wyglądał strasznie, był okupowany. Został podzielony na trzy części – jedną z kasami i dwie złożone z poczekalni, w których były rozstawione łóżka. WOT i żołnierze pilnowali, żeby podróżni bez biletów tam nie wchodzili.
Chodzimy po terenie dworca i napotykamy miejsce pamięci.
Jest poświęcone mieszkańcowi Przemyśla, 36-letniemu Damianowi Sobolowi, który pracował w World Central Kitchen. Jako przedstawiciel tej organizacji stacjonował tutaj i przygotowywał jedzenie przez długi czas w trakcie działań wojennych. Zginął w Strefie Gazy, gdy jechał w kolejne miejsce, w którym miał przyrządzać posiłki dla osób potrzebujących.