Szanowny użytkowniku,
informujemy, że nasza strona nie jest obsługiwana przez starsze typy przeglądarek internetowych. Rekomendujemy skorzystanie z:

  • Chrome w wersji 60 lub nowszej
  • Firefox w wersji 60
  • iOS w wersji 12
  • Safari w wersji 12
  • Microsoft Edge

Przekraczanie własnych granic

Aktualizacja: 2026-01-09, 09:02 (2)
Opublikowano: 2026-01-09, 09:00

Michał Piotrowski jest naczelnikiem w Biurze Bezpieczeństwa. Z naszą branżą jest związany od lat – pracował w Kolejach Mazowieckich i w Urzędzie Transportu Kolejowego, a od dekady tworzy załogę PKP Intercity.

Jako szef grupy biegowej ma również inną pasję – triathlon. Jego celem jest zrobienie pełnego dystansu Ironman w sezonie 2027-2028. O swoich sportowych zamiłowaniach opowiada w rozmowie z Katarzyną Matusz.

Jakie były początki twojej sportowej pasji?

Zaczęło się kilkanaście lat temu od biegania, moim celem było wtedy zrzucenie paru kilogramów, a z czasem bieganie stało się codzienną przyjemnością. Z kolei początki naszej sportowej grupy biegowej w PKP Intercity to mistrzostwa w biegach przełajowych w Jastarni, zorganizowane przez stowarzyszenie Kolejarz, na które pojechaliśmy z czteroosobową ekipą. Nasz start był w 2018 r. i nie zajęliśmy ostatniego miejsca. (śmiech) Pojawiło się wtedy kilka zdjęć w Intranecie i ludzie się tym zainteresowali, grupa zaczęła się rozrastać, stworzyliśmy regulamin, wykaz biegów i ciągle dołączali do nas nowi chętni. Początkowo liczyliśmy ok. 20-30 osób, dziś w Centrali jest nas ponad 70. Kiedyś na zawody sportowe jeździliśmy po 3-4 osoby, teraz na bieg zapisuje się czasem ponad 30 osób.

Jak udało się zgromadzić aż tylu ludzi?

Duża w tym zasługa naszych pracowników – czynnych biegaczy, którzy każdego nowego pracownika przychodzącego do biura rozpytują o zainteresowania sportowe. Jeśli biega lub chce zacząć biegać, to już jest nasz. Podczas onboardingu kadry też wspominają o grupach sportowych. Kiedy dana osoba do nas dołączy, akceptując regulamin, jest dopisywana do wspólnego e-maila oraz grupy na WhatsAppie, gdzie pojawiają się wszystkie niezbędne informacje.

Słyszę, że jest to niezwykła grupa ludzi.

Tak, mamy nawet własną firmową imprezę, w trakcie której wybieramy najlepszego biegacza i biegaczkę sezonu, na podstawie prowadzonej punktacji za starty w danym sezonie biegowym. Towarzyszą nam pozostali sportowcy z Centrali Spółki. Trzy razy z rzędu nasz ranking na najlepszego biegacza wygrał Piotrek Bieniek, bo biega najszybciej i najwięcej, więc byliśmy zmuszeni wprowadzić ograniczenie, zgodnie z którym trzykrotny najlepszy zawodnik otrzymuje nagrodę superbiegacza i już nie jest uwzględniany w kolejnych zestawieniach – chcemy, by inni też mieli szansę na statuetkę.

U ciebie zaczęło się od biegania, ale na tym nie poprzestałeś.

Bieganiem zajmowałem się już ładnych parę lat, trochę jeździłem na rowerze, trenowałem boks. O triathlonie nie miałem większego pojęcia. Gdy do kin wszedł film „Najlepszy”, opisujący historię życia Jerzego Górskiego, który mimo wielu przeciwności losu został mistrzem świata w podwójnym Ironmanie, wiedziałem, że będę chciał spróbować swoich sił w tej dyscyplinie. Znalazłem zawody, opłaciłem start… i od tego się zaczęło. Namówiłem też kolegę do udziału, żeby miał mnie kto ratować w wodzie… Pływakiem byłem słabym… bardzo słabym. Rozpoczęły się poszukiwania planów treningowych pod krótki dystans – nigdy przedtem nie trenowałem tak intensywnie pływania i roweru jak biegania, nie wspominając już o tym, że na zawodach każdą z tych dyscyplin trzeba wykonać jedna po drugiej.

Wystartowaliśmy na krótkim dystansie – 450 m pływania, 20 km jazdy na rowerze i 5 km biegu. Największym wydatkiem był zakup stroju triathlonowego, pianki wypożyczyliśmy (bo to koszt rzędu od kilkuset złotych do nawet kilku tysięcy złotych), rowery już mieliśmy, wystarczyło jedynie odczepić boczne kółka i jazda… Daliśmy radę. Największym osiągnięciem nie był czas, tylko dotarcie do mety w całości. Wtedy już wiedziałem, że to jest to, co chcę robić na większą skalę, pojawiły się kolejne zawody, starty. Po około dwóch latach znalazłem sobie trenera.

Jak łączysz sport z życiem prywatnym?

Trener rozpisuje mi szczegółowy plan treningowy – w tym zakresie jestem pod jego stałą opieką. Mam pracę, żonę i 2,5-letnią córkę… Treningi pływackie staram się robić zaraz po pracy, a weekendy to głównie rower – wstaję o 6 rano, bo wtedy na zewnątrz jest mały ruch, a moja córka jeszcze śpi. Wieczorem, po czasie spędzonym z rodziną, czyli około godz. 21, wychodzę biegać lub wsiadam na trenażer.

Co jest dla ciebie sukcesem?

To, że każde zawody udaje mi się ukończyć. Co prawda raz, w Serocku, musiałem zrezygnować, ale nie ze względów wytrzymałościowych, tylko technicznych, bo rozerwało mi wtedy oponę w rowerze. Kiedy zaczynałem swoją przygodę z tą dyscypliną sportu, pokonywałem krótkie dystanse, najpierw sprint lub jedna ósma IM. Od kilku lat startuję już na dłuższych dystansach – robię jedną czwartą IM, tj. 900 m pływania, 45 km jazdy na rowerze i 10 km biegania.

Obecnie moim największym sukcesem w TRI jest pokonanie dystansu połowy IM (1,8 km pływania, 90 km jazdy na rowerze, 21 km biegu) na zawodach w Skierniewicach w bieżącym roku – zajęło mi to łącznie 6 godz. i 20 min. Wysiłek był ogromny, a podczas biegania łapały mnie skurcze nóg. Jak każdy na mecie powiedziałem sobie, że już nigdy więcej, ale następnego dnia wiedziałem, że ten wynik trzeba poprawić.

Jeszcze jednym moim sukcesem z ostatnich dni, którym chciałbym się pochwalić, jest zaszczepienie w córce pasji do sportu. Na początku września w Warszawie na stadionie przy ul. Podskarbińskiej odbyły się zawody biegowe dla dzieci z cyklu Kids Run na różnych dystansach – od 100 m do 600 m. Córka wystartowała na 200 m. Biegłem razem z nią, ale większość dystansu pokonała samodzielnie. Tuż za metą, kiedy na jej szyi pojawił się medal, padło: „Tata, jeszcze raz!”, i tak biegaliśmy po stadionie następnych kilka minut. Mam nadzieję, że córka choć w części podzieli moje zainteresowania i za parę lat będziemy mogli wspólnie trenować. Nie ma znaczenia, czy to będzie bieganie, pływanie, czy jazda na rowerze… a może jeszcze coś innego.

Jak przygotować się psychicznie do takich wyzwań?

Wszystko przychodzi z czasem i wraz z doświadczeniem. Wiadomo, że przy pierwszych zawodach zawsze jest wiele różnych obaw. Ale ze startu na start człowiek się mniej stresuje. Dla mnie początkowo to była tylko zabawa, a teraz z zawodów na zawody chcę poprawiać swoje wyniki. Odżywianie, sen, przyzwyczajanie się do intensywnych zmagań – wiele rzeczy ma tutaj znaczenie. Dla mnie największą obawą i lękiem było pływanie open water. Przy pływaniu w basenie nie miałem większych lęków, bo wiem, że są linki, za które mogę chwycić, gdy złapie mnie skurcz, albo za kilka metrów będzie krawędź basenu. W pływaniu w jeziorze lub rzece to uczucie jest diametralnie inne. Nie ma się czego złapać, nie ma krawędzi i nie widać dna, są prądy, fale itd. Perspektywa robi się jeszcze ciekawsza, jak wypłynie się jakieś 300-400 m w głąb jeziora.

Co ci daje sport?

Nie wyobrażam sobie życia bez ruchu. Dawniej trenowałem koszykówkę – praktycznie od szkoły podstawowej po liceum, potem sporty walki, od taekwondo po karate, krav magę i boks. Kiedy pojawił się triathlon, to z innych dyscyplin zrezygnowałem, bo nie da się ich połączyć. Sport jest po to, by przekraczać własne granice. Moim założeniem jest, by kiedyś zrobić pełnego Ironmana, choć obecnie nie jest to możliwe. Czuję, że wydolnościowo nie dałbym rady, i nie mam też czasu odpowiednio się do tego przygotować. Córka już zaczyna wspominać o rodzeństwie, a wtedy czasu na trenowanie będzie znacznie mniej. Pozostanie mi udział w zawodach na krótkich dystansach, choć niewykluczone, że będę musiał na jakiś czas całkiem zrezygnować ze startów i poczekać, aż dzieci podrosną. Na razie plan jest taki, żebym zdążył zrobić pełnego Ironmana przed czterdziestką, ale wymaga to wiele godzin treningów, zwłaszcza rowerowych, bo jest tu 3,8 km do przepłynięcia, 180 km do przejechania na rowerze i na koniec maraton, czyli 42 km biegu. Najlepszym na świecie zajmuje to około 7-8 godzin, ja chciałbym się zmieścić w limicie czasowym 17 godzin.

Jak ważne w diecie biegacza jest odpowiednie odżywianie?

Nigdy nie przywiązywałem dużej wagi do diety. Mój trener mówił, że w startach na krótszych dystansach nie ma ona większego znaczenia, a na te dłuższe trzeba po prostu brać ze sobą specjalne żele energetyczne, ponieważ organizm musi być na najwyższych obrotach bez przerwy  przez kilka godzin. Przekonałem się o tym w trakcie pokonywania połowy Ironmana – na etapie rowerowym, który wyniósł łącznie 90 km, zjadłem 7 żeli, a do tego jeszcze piłem wodę i izotonik. Na tydzień przed zawodami spożywam posiłki niskowęglowodanowe. Ostatnie dni przed startem to z kolei duża liczba węglowodanów na talerzu. Jem wtedy to, co uwielbia młodzież: drożdżówki, chałki, żelki. Dietę uzupełniam suplementami, takimi jak cytrynian magnezu, kwasy tłuszczowe omega-3, białko, czasami kreatyna. Co pół roku robię badania, żeby kontrolować to, jak działa mój organizm. Kiedy mam czas wzmożonych treningów, ćwiczę 6-7 dni w tygodniu, w tym treningi łączone – dwa dziennie.

Co sport zmienia w twoim życiu?

W trakcie treningu się wyciszam i zapominam o tym, co się dzieje wokół mnie, zwłaszcza gdy ćwiczę intensywnie. W czasie krótkich treningów nie myślę o pracy, domu czy o tym, że trzeba coś zrobić. Kiedy jednak biegam dłużej lub mam dłuższy trening rowerowy, to potrafię sobie dużo spraw domowych czy zawodowych poukładać. Czasem łatwiej jest mi coś przemyśleć w trakcie biegu niż podczas siedzenia za biurkiem. Jak się człowiek zmęczy, to lepiej funkcjonuje.

Jak wyrobić sobie dyscyplinę?

U mnie nie ma czegoś takiego, że jestem zmęczony i to jest wymówka, żeby nie trenować. Czasami idę na 15- czy 20-minutową drzemkę po pracy i mój organizm się wtedy regeneruje. Potem, mimo że kładę się dopiero o północy i wstaję już o 5 rano, budzę się wypoczęty. Zdarzają się też oczywiście sytuacje, w których muszę zostać dłużej w pracy albo wyjechać w delegację, i nie zawsze da się to pogodzić z treningiem. Czasem pogoda nie sprzyja. I wtedy albo rezygnuję z ćwiczeń, albo robię korektę w planie treningowym i zamieniam treningi – zawsze po konsultacji z trenerem, bo są pewne standardowe założenia, np. długi i mocny trening rowerowy nie może się odbyć przed biegowym, a na bieganie nie można się wybrać tuż po treningu siłowym.

Od czego należy zacząć, jeśli chce się wystartować w triathlonie?

Podstawą jest to, żeby umieć pływać, choć nieistotne, jakim stylem – kraulem, żabką czy delfinem.

Ja głównie pływam kraulem – uznawanym za najszybszy styl pływania, ale czy to podczas treningów w basenie, czy na zawodach mijają mnie osoby płynące żabką. Biegać potrafi każdy – czy to szybciej, czy wolniej – na rowerze też zazwyczaj większość z nas jeździ. Dla kogoś, kto chce zacząć i sprawdzić się na krótszych dystansach, nie ma znaczenia to, jaki rower posiada – triathlonowy, szosowy czy górski. Trzeba po prostu potrenować. Zachęcam, by spróbować zrobić sobie taki test: pójść popływać, zaraz potem wsiąść na rower, a tuż po jeszcze pobiegać, najlepiej bez większych przerw między dyscyplinami, lub zrobić sobie samą zakładkę rower i bieg i na własnej skórze przekonać się, jak się czujemy, gdy schodzimy z roweru po kilkudziesięciu kilometrach jazdy – nogi są jak z waty i nie wykonują naszych poleceń, tj. lecą w inną stronę, niż chcemy. Jest to uczucie chwilowe, które wynika z nagłej zmiany aktywności mięśni nóg, zmęczonych po jeździe na rowerze.

Warto się przełamać i spróbować swoich sił, do czego wszystkich namawiam. Na koniec chciałbym szczególne podziękowania przekazać mojej żonie, bo to ona zajmuje się córką, kiedy mam dłuższy trening lub jadę na zawody. Gdyby nie Ona … sama ,,myśl” o zrobieniu kiedyś  pełnego dystansu IM byłaby niemożliwa.


Fot. materiały organizatora Garmin Triathlon Tour.