Szanowny użytkowniku,
informujemy, że nasza strona nie jest obsługiwana przez starsze typy przeglądarek internetowych. Rekomendujemy skorzystanie z:

  • Chrome w wersji 60 lub nowszej
  • Firefox w wersji 60
  • iOS w wersji 12
  • Safari w wersji 12
  • Microsoft Edge

Z Mistrzostw Polski Kolejarzy w badmintonie wrócił z medalami

Opublikowano: 2026-03-27, 09:47

Szybkie myślenie i taktyka sprawdzają się u Jakuba Dworzaka nie tylko w pracy, lecz także na korcie. To jeden z tych informatyków naszej Spółki, którzy są przekonani, że nie ma rzeczy niemożliwych. Po pracy natomiast reprezentuje PKP Intercity podczas turniejów w badmintonie. Rozmawia Katarzyna Matusz.

Gratulacje! Z 58. Mistrzostw Polski Kolejarzy w badmintonie przywiozłeś dwa złote medale. Jakie to uczucie?

Zająłem 1 miejsce w klasyfikacji indywidualnej mężczyzn w kategorii M1 do lat 30 oraz 1 miejsce w klasyfikacji ogólnej gier podwójnych mężczyzn wraz z Robertem Jaworskim, przedstawicielem PLK Malbork. Spędziłem w hali sportowej 16 godzin i przyznam, że byłem wykończony i fizycznie, i psychicznie. Patrząc jednak na wyniki wiem, że było warto.

Jak się zaczęła Twoja pasja?

Odkryłem ją dzięki mojemu sąsiadowi, który zachęcił mnie do pójścia na kort. W ten sposób w trzeciej klasie szkoły podstawowej zacząłem trenować. Nie byłem pewien, czy będę się nadawał, bo w badmintonie trzeba skoordynować wiele elementów – szybkie myślenie i taktykę z ruchem rąk i nóg. I trzeba biegać, może nie aż tak intensywnie jak w tenisie, ale i tak ruchu jest dużo.

Próbowałeś też innych dyscyplin?

Nie chciałem trenować piłki nożnej, nigdy mnie do niej nie ciągnęło. Siatkówka była interesująca, ale w wieku jedenastu lat nie miałem odpowiedniego wzrostu i nic o niej nie wiedziałem. Badminton rozwija człowieka zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Uczyłem się go od podstaw, po trzech latach zdobyłem licencję, byłem zarejestrowany w Polskim Związku Badmintona i zacząłem grać w turniejach. Sport porządkuje w głowie, motywuje do działania i pracy nad sobą. Uczy dyscypliny.

Opowiedz o tym więcej.

W trakcie gry nie ma miejsca na to, aby myśleć o tym, co w domu, w pracy, na uczelni. Jedziesz 100-200 km, wychodzisz na kort i koncentrujesz się przede wszystkim na tym, jak ograć przeciwnika. Jako młody sportowiec dzieliłem czas pomiędzy szkołę, dom i kilkudniowe turnieje. Zdarzało się, że zdobywałem w nich medale i puchary. Gdy kończyłem karierę zawodową, byłem na 37. miejscu w Polsce w kategorii juniorzy. W tym czasie trenowałem cztery razy w tygodniu, a w weekendy rozgrywałem sparingi. Wtedy mogłem sobie na to pozwolić. W tej chwili trudno byłoby pogodzić wyjazdy na obozy sportowe z pracą. Miałem dwuletnią przerwę i gdy znów wszedłem na kort, myślałem, że nie będę potrafił trafić w lotkę, ale szło mi dobrze i z czasem wróciłem do trenowania.

Lotka może osiągnąć niesamowitą prędkość…

Zgadza się, może lecieć nawet ponad 400 km/h. Jest wykonana z gęsich piór, dzięki czemu jest naprawdę lekka i może być bardzo szybka. Zdarza się, że przy szybszym zagraniu lotka leci tak szybko, że gracz nie jest w stanie się odsunąć i zostaje trafiony w oko, szyję, głowę czy nos. To jest niebezpieczny sport. Trening nie polega na odbijaniu lotki przez siatkę, ważne jest ćwiczenie poruszania się korcie, a także wytrzymałość, stabilizacja itd.

Czy każdy może zacząć grać?

W zawodowym graniu są ograniczenia wiekowe i kategorie, już powyżej 25. roku są seniorzy, ale jest też kategoria 45+. Jeżeli ktoś chciałby zacząć, to warto umówić się z instruktorem. Nie trzeba się uczyć na własną rękę.

Jak często zmienia się rakiety, jak je wybrać i ile kosztują?

Robione z włókna szklanego rakiety są lekkie, ważą w granicach 83-100 gramów, ale zużywają się. Przy grach podwójnych zdarza się, że zawodnicy się zderzają i rakiety się łamią. Ich ceny zaczynają się od 700 zł. Można kupić tańsze, za 150-200 zł, ale służą one raczej do odbijania, a nie do gry w turniejach. Za jedną ze swoich rakiet z naciągiem zapłaciłem 1100 zł. Naciągi zwykle wymieniam sam, co 1,5-2 miesiące. Lotki szybko się niszczą – gdy ktoś niedokładnie uderzy, struktura lotki się psuje, pióra się łamią. Dla amatorów będzie to wydatek od 100 zł za tubę, w której jest 12 sztuk. Podczas turniejów zużywam nawet dwie tuby. Ważne są też skarpetki, które bardzo szybko się niszczą przez tarcie w butach – w trakcie jednych zawodów potrafię zużyć siedem par, to wydatek około 200 zł.

Na co zwrócić uwagę, wybierając rakietę?

Ważny jest chwyt, to, w jaki sposób jest wyważona, czy dobrze się nią gra, czy zapewnia swobodę ruchu. Trzeba testować albo porozmawiać ze specjalistami. W przypadku osób, które chcą trenować, warto poszukać specjalistów, porozmawiać z przedstawicielami firm, które dystrybuują rakiety na polski rynek, i spytać o możliwość przetestowania sprzętu.

Co daje ci ten sport?

Z jednej strony dzięki niemu buduję fizyczną i psychiczną wytrzymałość, z drugiej – zapewnia oddech, to czas dla mnie. Rozgrywki to emocje – nie zawsze się wygrywa, choć niektóre przegrane mecze traktuję jako wygrane, gdy wiem, że zagrałem dobrze, a po prostu przeciwnik okazał się lepszy. To sport, który buduje relacje między ludźmi – bo to ich zawsze się zapamiętuje. Trenuję z moją dziewczyną, ale nie gramy razem w turniejach – na korcie trzeba oddzielić to, co jest związane z grą, od spraw domowych, a nie zawsze się to udaje. Nie ma za to przeciwskazań, żeby grać przeciwko sobie.

Wolisz grać w pojedynkę czy w parze?

W przypadku gier pojedynczych muszę sam opracować wszystkie lotki, maksymalnie skupić się na przeciwniku. W grze podwójnej najlepiej grać z partnerem, z którym się uzupełniacie. Na przykład jeden z was jest bardziej dokładny w grze przy siatce, a ktoś lepiej wykonuje uderzenia z tyłu. Trzeba się dogadywać. Konieczna jest również koncentracja, analizowanie gry rywala. Zazwyczaj gra się do 21 pkt i dwóch wygranych setów. Pojedynki mogą trwać 15-20 min, ale są takie, które toczą się przez 1,5 godz. W przypadku gry w pojedynkę potrzebna jest dużo większa wytrzymałość. Średnio podczas turniejów spalam w granicach 2,5-3 tys. kalorii, a moje tętno rośnie nawet do 211. Bardziej męcząca jest gra w pojedynkę, ale ja lubię jedną i drugą.